Tysiące osób opuściło już swoje domy z powodu potężnych deszczów przyniesionych przez tropikalną nawałnicę Noel na Wyspę La Española (pisownia hiszpańska, leżą na niej dwa państwa: Dominikana i Haiti) i na Kubę. W Republice Dominikańskiej i na Haiti zginęło już przynajmniej 48 osób, po czym Noel przeszedł powoli przez Kubę i ruszył w stronę Bahamów.
W Republice Dominikańskiej zniszczeniu uległo około 3 tysiące domów i 6.400 zostało uszkodzonych. 25 tysięcy osób opuściło swoje miejsca zamieszkania. Na Haiti około 2 tysiące osób zostało ewakuowanych z przybrzeżnego miasta Jacmel oraz zanotowano wiele innych strat, a na Kubie około 2 tysiące osób przeniesiono na wyższe tereny i około tysiąc domów zostało uszkodzonych. Na Bahamach zawieszono pracę biur rządowych, przy czym w Nassau tworzyły się kolejki przed sklepami i stacjami paliwowymi.
Władze Urugwaju ogłosiły, że w kraju tym zdechło już na wściekliznę 148 sztuk bydła, prawdopodobnie z powodu ugryzienia ich przez nietoperze-wampiry. Tego typu przypadki są dosyć dobrze już znane na granicy Urugwaju z Brazylią.
Generalny Dyrektor Służb Hodowców Bydła, Francisco Muzio, spotkał się z 200 hodowcami ze strefy zwanej Rincón de Denis, przy granicy z Brazylią. Pomiędzy ugryzieniem bydła przez zarażonego wścieklizną nietoperza do śmierci zwierzęcia mija zazwyczaj około 8-10 dni. Nietoperze te jednak łatwo się przemieszczają, więc prawdopodobnie przybyły do Urugwaju z południa Brazylii.
Człowiek może zarazić się poprzez rany na skórze, ugryzienie, śluz... Minister zdrowia publicznego Urugwaju już nakazał szczepienie osób, które przebywały w pobliżu chorych zwierząt.
Strefa śmierci zarażonego wścieklizną bydła została objętą barierą sanitarną oraz ma dojść do spotkania z władzami znajdującego się na przeciw urugwajskiego miasta Rivera, brazylijskiego miasta Livramento, aby wspólnie omówić zaistniałą sytuację.
Rząd Kolumbii okazał wczoraj swoje zaniepokojenie staraniem partyzantów z Armi Wyzwolenia Narodowego - ELN (źródła oficjalne mówią o 5 tys. zbrojnych ludzi), aby ustanowić wojskowe przymierze z partyzantami z Rewolucyjnych Sił Zbrojnych Kolumbii - FARC (około 17 tys. uzbrojonych ludzi), co budzi wątpliwość w stosunku do rozmów pokojowych pomiędzy rządem i ELN, w których stroną mediacyjną jest Wenezuela.
Obydwie grupy zbrojne powstały w 1964 roku: ELN pod wpływem rewolucji kubańskiej, FARC pod wpływem ideologii marksistowskiej. W 1987 r. utworzyły z innymi grupami Partyzancką Koordynację im. Simona Bolivara, razem walcząc oraz negocjując rozejmy i układ pokojowy, ale w 1993 r. doszło do zakończenia tej współpracy z powodu zakończonych niepowodzeniem rozmów pokojowych z rządem Kolumbii, do których doszło w Meksyku. Odtąd obydwie grupy działały oddzielnie, chociaż czasami jeszcze współpracowały ze sobą.
Wysoki komisarz do spraw pokoju w Kolumbii, Luis Carlos Restrepa, oświadczył, że oczekuje teraz na rozmowę z Hugo Chavezem, który ma się również spotkać z rzecznikiem ELN, Pablo Beltranem, aby zapoznać się z aktualną sytuacją w sprawie podpisania pokojowej ugody pomiędzy rządem Kolumbii i przywódcami ELN.
Jak ogłosił we wtorek przewodniczący Komisji do spraw Mediów Wenezuelańskiej Konferencji Episkopalnej i arcybiskup Merida, Baltazar Porras, biskupi tego kraju oskarżą wobec papieża Benedykta XVI prezydenta Hugo Chaveza i wspierających go księży za systematyczne obrażanie Kościoła.
Chodzi o atakowanie biskupów za ich krytykę propozycji reformy konstytucyjnej Chaveza, która ma na celu wprowadzenie w Wenezueli „socjalizmu na miarę XXI wieku”. Według arcybiskupa Porrasa jest ona przedstawiana „w skórze baranka, to jest w sposób bardzo atrakcyjny, ale tak nie jest”. „Oby ubodzy zdali sobie sprawę, że bronimy możliwości lepszego dla nich życia”, dodał.
Tymczasem prezydent Chavez w połowie października powiedział publicznie, że „wenezuelańscy katolicy wstydzą się posiadanych biskupów, jako moralnie nie do zaakceptowania”, dodając, że władze Kościoła w Wenezueli „znajdują się w służbie oligarchii” i dlatego poparły zamach stanu, który w 2002 roku przez 48 godzin odsunął go od władzy.
Jednakże krytyka arcybiskupa Porrasa najmocniej jest skierowana przeciw księżom popierających Chaveza i publicznie krytykujących postawę hierarchii Kościoła rzymskokatolickiego w kraju. Powiedział, że ci teraz nagle „pojawiają się jako przywódcy teologii wyzwolenia i ubogich”, ale w rzeczywistości przemieniają się w „lokajów utrzymujących ten rząd”, służąc mu odmianą katolicyzmu, który wyłonił się z „krytyki władzy”. Dla Porrasa bowiem rząd Chaveza „nie jest niczym innym, jak jedynie kopią tego, przez co przeszła Nikaragua w czasach sandynizmu” i właśnie teraz pojawiła się w Wenezueli grupa kapłanów, która w sposób obraźliwy zajmuje się oczernianiem, obrażaniem i mówieniem rzeczy graniczących z niedorzecznością.
Już wspomniałem w tych dniach, że arcybiskup Caracas, cardynał Jorge Urosa, zwrócił się do Chaveza, aby ten wycofał się z projektu przeprowadzenia reformy, na co minister informacji w rządzie Chaveza, William Lara, odpowiedział, że prawo kanoniczne zabrania mówienia o polityce i wezwał kardynała, aby ten „porzucił kardynalskie symbole”. Arcybiskup Urosa jednak odrzekł, że ma prawo kwestinować propozycję zmian w Konstytucji i wcale nie czyni tego jako rzecznik opozycji, jak mu wyrzuca minister Lara.
Prawdopodobnie już w środę Zgromadzenie Narodowe przeprowadzi ostatnie czytanie projektu reformy proponowanej przez Chaveza, a po jego akceptacji zostanie on przekazany, chyba jeszcze w piątek, Wyborczej Radzie Narodowej, która z kolei będzie miała 30 dni na zwołanie i przeprowadzenie referendum w sprawie zatwierdzenia lub nie projektu przez wyborców.
Emerytowany arcybiskup Paraíba, Brazylia, 79 letni Marcelo Carvalheira, przeszedł w sobotę wieczorem przez chwile wielkiego napięcia, kiedy wraz ze swoim sekretarzem został napadnięty przez trzech bandytów na ulicy w stolicy stanu Perambuco, w Recife.
Około godziny 18tej arcybiskup i jego sekretarz wracali ze skupienia w Aldeia, w podmiejskim mieście Camaragipe, kiedy zatrzymali się już w Recife z powodu czerwonego światła na Aleji Północnej, w dzielnicy Toreao. To wówczas ze stojącego przed nimi samochodu wyszło trzech bandytów, dwóch z nich z pronią palną w ręku, odbierając arcybiskupowi i sekretarzowi ich komórki i każąc wyjść z samochodu, który zabrali ze sobą. Jak twierdzi sekretarz, który nie chciał jednak podać swojego nazwiska, w chwili napadu bardzo się obawiał o arcybiskupa, ponieważ poza wiekiem, jest on chory również na chorobę Parkinsona. Bandyci jednak pozwolili mu wyciągnąć szybko arcybiskupa z samochodu.
Samochód, opuszczony i uszkodzony, znaleziono około godziny 22:30 w centrum miasta. Według policji, bandyci prawdopodobnie użyli samochód arcybiskupa do ucieczki, albo do jakiejś innej przestępczej akcji.
Pomimo wstrząsu, na następny dzień z rana arcybiskup Marcelo Carvalheira odprawił mszę w klasztorze benedyktyńskim w Olindzie, gdzie aktualnie mieszka.
Na kapłana Marcelo Carvalheira został wyświęcony w wieku 24 lat, a w listopadzie 1981 roku został mianowany biskupem Diecezji Guarabira, w stanie Paraiba. W 1995 roku został arcybiskupem Paraiba, którą to funkcję sprawował do 2004 roku.
Przed dzisiejszą prezentacją Brazylii jako gospodarza Mistrzostw Świata w piłce nożnej w 2014 roku, przemawiający w Zurychu znany brazylijski pisarz, Paulo Coelho, porównał namiętność Brazylijczyków do piłki nożnej do seksu.
„Emocja związana z futbolem jest zupełnie nietypowa. Już widzialem ludzi, co przez pięć godzin dyskutowali na temat jakiegoś meczu piłkarskiego i nigdy nie widziałem osób, które by przez tyle czasu rozmawiały na temat jakiejś relacji seksualnej. Ale futbol trwa dłużej. Nie chodzi o to, że miałby być lepszy lub gorszy”, zażartował Coelho. Dodał również: „Zobaczycie zdolność do pracy ludu brazylijskiego, zdolność do bycie twórczym, do marzenia i wzbudzania emocji. Od dzisiaj mogę zapewnić, że macie naszą ofiarność, naszą dyscyplinę, naszą twórczość i naszą emocję”.
Już wiadomo, że FIFA przyznała Brazylii zorganizowanie mistrzostw świata w piłce nożnej w 2014 roku. W chwili obecnej starania o rozegranie na ich terenie mistrzowskich meczy dotyczy osiemnastu miast tego wielkiego kraju, przy czym zostaną z nich wybrane jedynie dwanaście miasta, jak oświadczył w Zurychu Ricardo Teixeira, prezydent Brazylijskiej Konfederacji Futbolowej (CBF). Do wyboru tych miast ma dojść jednak dopiero zaczynajac od połowy 2008 roku.
W swoich staraniach o przyznanie jej zorganizowania mistrzostw Brazylia obiecała min. wybudowanie czterech stadionów w biedniejszej, północnej części kraju, w tym w Amazonii. Oto lista nazw owych 18 brazylijskich miast i znajdujących się w nich stadionów, kandytatów na przyjęcie u siebie meczy piłkarskich podczas Mistrzostw Świata w 2014 roku.
| Miasto | Stadion |
| Belém | Mangueirão |
| Belo Horizonte | Mineirão |
| Brasília | Mané Garrincha |
| Campo Grande | Morenão |
| Cuiabá | Verdão |
| Curitiba | Arena da Baixada |
| Florianópolis | Orlando Scarpelli |
| Fortaleza | Castelão |
| Goiânia | Serra Dourada |
| Maceió | Arena Zagallo (do wybudowania) |
| Manaus | Vivaldão |
| Natal | Estrela dos Reis Magos (do wybudowania) |
| Porto Alegre | Beira-Rio |
| Recife-Olinda | Arena Recife-Olinda (do wybudowania) |
| Rio Branco | Arena da Floresta |
| Rio de Janeiro | Maracanã |
| Salvador | Arena da Bahia (do wybudowania) |
| São Paulo | Morumbi |
Niedzielne wybory, które przyniosły w Argentynie triumf Cristinie Fernandez Kirchner, czyniąc z niej pierwszą kobietę wybraną przez wyborców, aby rządzić krajem, dały jej również większość miejsc w argentyńskim kongresie i większość prowincji kraju obsadzonych przez jej sprzymierzeńców.
Pani Cristina Fernandez obiecała teraz wzmocnić jej blok wyborczy, Pluralną Koncentrację, oparty na peronistycznej lewicy (Front ku Zwycięstwu) i dysydenckich sektorach partii opozycyjnych: Obywatelskiej Uni Radykalnej i socjalistów. Prawdopodobnie zadanie wzmocnienia tego bloku przypadnie aktualnemu prezydentowi, mężowi Cristiny, Nestorowi Kirchnerowi, zaraz po przekazaniu prezydentury żonie.
54 letnia pani Cristina Fernandez de Kirchner jest z zawodu adwokatką, matką dwójki dzieci. Wygrała w 21 z 24 prowincji Argentyny, przegrywając jedynie w Buenos Aires, San Luis i w Cordobie.
W 72 osobowym Senacie Front ku Zwycięstwu i grupy sprzymierzone będą zajmą 44 miejsc, o trzy więcej, aniżeli posiadali ich dotąd. W Zgromadzeniu Ustawodawczym z 257 parlamentarzystów Cristina będzie miała większość 153 miejsc, o 13 więcej, aniżeli miał jej mąż. Z 24 prowincji, opozycja będzie jedynie rządzić w Buenos Aires, w Ziemi Ognistej i w San Luis.
Po raz drugi z rzędu kolumbijska lewica zdobyła rządy w stolicy kraju, w Bogocie, wygrywając tam niedzielne wybory. Po tym zwycięstwie partia Polo Democratico Alternativo poczuła się gotowa do walki o prezydenturę w kraju, aby w wyborach w 2010 roku zwyciężyć konserwatystę Alvaro Uribe.
W wyborach w 2006 roku jej przedstawiciel, Carlos Gaviria, zdobył 22 procent głosów, co już było rekordowym rezultatem jak na przedstawiciela lewicy w kolumbijskich wyborach prezydenckich. Wybrany w niedzielę nowy burmistrz Bogoty, Samuel Moreno, już oświadczył, że z pewnością wygrają wybory 2010 roku. Aby zostać burmistrzem zdobył on 900 tysięcy głosów, o 16 procent więcej, aniżeli jego bezpośredni przeciwnik, Enrique Peñalosa. Było to o 100 tysięcy głosów więcej, aniżćeli w 2003 roku zdobył również kandydat lewicy, dotychczasowy burmistrz, Luis Garzón.
Na 32 wybranych w niedzielę gubernatorów 17 to zwolennicy aktualnego prezydenta kraju, Alvaro Uribe, czyli ma on teraz o jednego swojego gubernatora więcej, aniżeli dotychczas. Pozostałych 15 należy do opozycji lub są to politycy niezależni.
Podczas ubiegłorocznych wyborów perezydenckich Uribe został wybrany po raz drugi z rzędu 62 procentami głosów. Ludność bowiem była zadowolona z jego „demokratycznego bezpieczeństwa”, dzięki któremu przywrócił porządek w różnych regionach Kolumbii, dawnie zdominowanych przez lewicowe partyzantki lub prawicowych paramilitarzystów. Niektórzy już zaczynają mówić o kolejnej kadencji Uribe, przy czym on sam wcale nie zaprzecza takiej możliwości.
Według profesora nauk politycznych Uniwersytetu Narodowego, Alejo Vargasa, Polo Democratico Alternativo zrobiło już w Kolumbii wielki postęp, ale wciąż jest jeszcze zbyt słabą partią w wielu regionach kraju, aby ubiegać się o już prezydenturę.
Wiceprezydent Kolumbii, Francisco Santos, wskazując na zwycięstwo lewicy w Bogocie powiedział, że jest to przykład dla partyzantów z FARC, iż łatwiej było zdobyć stolicę kraju w wyborach, aniżeli jest to uczynić przy pomocy broni, ale FARC i tak nie interesuje demokracja.
Szef kolumbijskiej policji, generał Osacr Naranjo, oświadczył, że podczas niedzielnych wyborów w starciach z partyzantami z FARC zginął jeden policjant. Natomiast generalny viceprokurator, Guillermo Mendoza, powiedział, że w całym kraju zatrzymano za różne przewinienia wyborcze 125 osób.
Kolejny, już piąty dziennikarz kolumbijski w bieżącym, 2007 roku, musiał uchodzić z kraju zagrożony śmiercią. Jak oświadczyły organizacje „Reporterzy Bez Granic” i „Komitet do spraw Ochrony Dziennikarzy”, Hollman Morris, producent i dziennikarz z programu dochodzeniowego „Contravma” kolumbijskiej telewizji publicznej, musiał opuścić Kolumbię ze swoją rodziną pod koniec tygodnia, ponieważ groził mu śmiercią niejaki „Front Patriotyczny”, złożony z prawicowych paramilitarzystów.
Nie jest to pierwszy raz, kiedy Morris musi uciekać z Kolumbii. Już w 2005 roku zagrożono mu śmiercią, oskarżając go o bycie na żołdzie partyzantów z FARC. Innym, który również musiał nagle opuścić teraz Kolumbię, jest reporter Giovani Alvarez, który w radiu powiatu Sabanalarga, w departamencie Atlantico (północ kraju) doniósł na korupcję regionalnego rządu.
Po przeliczeniu 96 procent głosów wszystko raczej już wskazywało na fakt, że nowym prezydentem Argentyny będzie żona dotychczasowego prezydenta, Nestora Kirchnera, 54 letnia pani Cristina Fernades de Kirchner. Miała on bowiem dotąd już 44,86 procent głosów, gdy tymczasem z jej przeciwników najlepsze wyniki otrzymali Elisa Carrió (22,99 procent) i były minister, Roberto Lavagna (16,89 procent). Taki rezultat dawał pani Kirchner zwycięstwo już w pierwszej turze wyborów bez potrzeby organizowania drugiej ich tury.
Ciekawostką może być fakt, że 30 procent argentyńskich wyborców jeszcze nie tak dawno powiedziało, że nigdy nie głosowaliby na prezydenta-kobietę. Coprawda w latach 1974-1976 w Argentynie rządziła Isabelita Peron, ale ona nie została na to stanowisko wybrana, a jedynie zastąpiła zmarłego męża, Juana Domingo Perona.
Prezydent Boliwii, Evo Morales, oświadczył, że kraje, które posiadają „broń atomową nie posiadają żadnej moralności, aby mówić innym, by ich jej mieli”. Dodał również, że nikt nie może zabraniać jemu robić interesy i nawiązywać kontakty dyplomatyczne z kim zechce, w tym z Iranem i z Wenezuelą, ponieważ „indiańska kultura jest kulturą dialogu, opowiadającą się za życiem i za człowieczeństwem”. Zaznaczył jeszcze, że wszelkie ugody, jakie podpisuje Boliwia z innymi krajami, nie mają na celu zabicie kogokolwiek, ale jedynie ratowanie życia”.
Evo Morales zapowiedział również, że zaproponuje wprowadzenie do Konstytucji Boliwii zapisu, iż Boliwia odrzuca udział w jakiejkolwiek wojnie w regionie oraz zakazuje instalowania na swoim obszarze baz wojskowych USA i jakiegokolwiek innego kraju.
Słowa te prezydent wypowiedział w niedzielę we Włoszech, gdzie otrzymał w Rimini złoty medal republiki włoskiej, nadany mu przez Ośrodek Studiów im. Pio Manzu za obronę praw ludów indiańskich.
Fidel Castro skrytykował w swoim artykule użycie przez prezydenta USA, George Busha, okrzyku z czasów kubańskiej wojny wyzwoleńczej: „Niech żyje wolna Kuba!”. Jak przypomniał przywódca komunistycznego rządu Kuby, okrzykiem tym poznawali się powstańcy, który 10 października 1868 roku zaczęli pierwszą wojnę o wyzwolenie wyspy spod panowania Hiszpanów. „Nigdy nie wyobrażałem sobie, że po 139 latach usłyszę go z ust prezydenta Stanów Zjednoczonych”, dodał Fidel.
Bush potwierdził ekonomiczną i handlową blokadę Kuby oraz wezwał międzynarodową wspólnotę do poparcia kubańskiej opozycji.
Wenezuelański kardynał Jorge Urosa wezwał prezydenta kraju, Hugo Chaveza, aby ten wycofał swój projekt reformy konstytucyjnej, przy pomocy którego myśli on o wprowadzeniu w kraju systemu socjalistycznego. Zarazem kardynał bronił swojego prawa do kwestinowania wspomnianego projektu, zaprzeczając jednakże, że jest rzecznikiem opozycji, o co oskarżają go członkowie rządu.
Nie jest moim w moim stylu polemizować, ani też nie jest taki zamysł biskupów”, wyjaśnił kardynał, nawiązując zarazem do ostatniego dokumentu Wenezuelańskiej Konfernecji Episkopatu, w którym reformę Chaveza biskupi określili jak „moralnie niemożliwą do przyjęcia”. Dodał, że jeśli ludność Wenezueli żyła w pokoju zgodnie z Konstytucją z 1999 roku, to najsensowniej będzie wycofać w ogóle projekt, który na początku mówił o zmianach w 33 artykułach Konstytucji, ale podczas dyskusji w parlamencie liczbę tych artykułów zwiększono aż do 69 (Konstytucja liczy 350 artykułów).
Kardynał Urosy ostrzegł również, że jeśli reforma zostanie przyjęta i Wenezuela zostanie przemieniona w państwo socjalistyczne, to będzie to działanie przeciw wolności politycznej, przeciw pluralizmowi i przeciw wolności myśli (sumienia).
Projek został już przyjęty przez parlament i w zaczynającym się tygodniu zostanie wysłany do Narodowej Rady Wyborczej, aby ta zwołała referéndum, podczas którego zostałby on uznany lub nie przez głosującą ludność kraju.
Między innymi propozycjami chodzi o ustanowienie nieograniczonej liczebnie możliwości ponownego wyboru rządzącego prezydenta, jego urząd miałby zostać przedłużony z sześciu do siedmiu lat, zostałaby zlikwidowana autonomia Banku Centralnego Wenezueli, a siły zbrojne kraju zostałyby przemienione w siły “bolivariańskie i antyimperialistyczne”.
W piątego wieczorem prezydent Hugo Chavez zaznaczył, że z uwagą śledzi ruchy “niektórych sektorów wewnętrznych”, przeciwnych reformie. Pytał się, co im się nie podoba? Przecież to jest demokracja: będzie referendum i większość zdecyduje czy przyjąć, czy też odrzucić proponowaną przez niego reformę Konstytucji.

7 października w metrze w Barcelonie, Hiszpania, Hiszpan Sergi Xavier Martina zaatakował słownie i uderzeniami oraz kopniakami 16 letnią emigrantkę z Ekwadoru. Cała scena została nagrana przez kamery wewnętrzne pociągu i urywki z tej ogresji zostały pokazane przez większość dzienników i innych programów telewizyjnych całej Ameryki Łacińskiej. Zareagowało już swoimi gorzkimi komentarzami wielu latynoskich dziennikarzy, różnych komentatorów i sam prezydent Ekwadoru.
Teraz wielkie zaniepokojenie i zgorszenie spowodowała wiadomość, że napastnik został wypuszczony na wolność. Dla przedstawicieli grup emigranckich w Hiszpanii może być to zielone światło dla innych podobnych ksenofibicznych ataków, ponieważ przyszli napastnicy mogą również liczyć na bezkarność.
Martin nie może opuszczać swojego miasta zamieszkania i dwa razy na dzień ma meldować się na policji. Miał też również już powiedzieć, że czuje wstyd, za to co zrobił dziewczynie.
Na zdjęciu (z kamery metra) widać Hiszpana kopiącego dziewczynę, zarazem rozmawiającego sobie przez komórkę.
Jeśli pragniesz natychmiast uzyskać rezultat czaru, to weź zmumifikowany płód lamy, owiń go magicznym materiałem, polej alkoholem i spal. Jeśli jednak chcesz, abyś np. odnosił wiele sukcesu w twoim życiu miłosnym, zdrowotnym, czy zawodowym, to płód ten zakop w domu (w przypadku posiadania mieszkania w mieście, możesz zakopać go w dużej donniczce z ziemią).
Taką przynajmniej radę dają sprzedające owe płody i różne inne wyroby związane z czarami, zdrowiem lub rękodzielnictwem, „czarodziejki” z Rynku Czarów i Rękodzielnictwa w La Paz.
Cena zmumifikowanego płodu lamy zależy od jego wielkości, bo to od niej zależy również wielkość porządanego „szczęścia”. Sprzedawczynie jednak nie lubią tam zbyt ciekawskich turystów, czy inne osoby z aparatami i kamerami. Dwa zdjęcia z tego rynku można zobaczyć (klikając w nie, ulegają powiększeniu) na stronie brazylijskiego portalu globo.com. Są bardzo ciekawe, polecam:
Prokuratura boliwijskiego departamentu (prowincji) Chuquisaca, który leży na południu kraju (stolicą jest Sucre), ma wydać nakaz aresztu dla członków dyrekcji Zgromadzenia Ustawodawczego Boliwii, w tym na jego prezydenta, na panią Silvię Lazarte. Powodem nakazu ma być fakt nie pojawienia się polityków wobec dwukrotnego wezwania ich przez prokuraturę, aby wytłumaczyli się z niewypełnienia decyzji sądowej, nakazującej powrotu do dyskusji co do miejsca, w którym powinny przebywać władze państwowe, tj. w La Paz czy w Sucre.
Adwokat parlamentarzystów, Ronni Mendizabal, wytłumaczył dziennikarzom, że ci nie pojawili się na wezwania prokuratury, ponieważ uczestniczą w zebraniach rady politycznej, która już od miesiąca stara się uratować sparaliżowane od połowy sierpnia Zgromadzenie Ustawodawcze. W skład owej rady politycznej wchodzi jedenastu dyrektorów, przedstawicieli rządu i opozycji, oraz wiceprezydent Boliwii, Alvaro Garcia Linera.
Siedmiu członków parlamentu wytoczono proces za niepodporządkowanie się decyzji sądu departamentu Chuquisaca, który nakazał Zgromadzeniu Ustawodawczemu powrócić do dyskusji na temat miejsca, gdzie powinny przebywać władze kraju (wykonawcze, ustawodawcze i sądownicze). Dyskusja ta bowiem została usunięta z agendy prac Zgromadzenia dzięki decyzji rządowej większości parlamentarnej.
W związku z niedzielnymi wyborami w Kolumbii, rząd tego kraju zdecydował się na zamknięcie 2 219 km. granicy z Wenezuelą, aby w ten sposób uniemożliwić masowemu przemieszczaniu się przygranicznej ludności, a zarazem, zapewnić większe bezpieczeństwo głosującym. Granica będzie zamknięta przez całą najbliższą niedzielę i komunikat rządu Kolumbii przypomina, że rząd Wenezueli czyni podobnie, kiedy dochodzi do wyborów w jego kraju.
W najbliższą niedzielę w Kolumbii ma zostać wybranych 32 gubernatorów departamentów, 1.098 burmistrzów-wójtów (alcaldes) oraz członkowie regionalnych parlamentów, radni powiatów-gmin (municipios), itd.
Minister obrony Kolumbii, Juan Manuel Santos, potwierdził akcję wojsk i innych służb bezpieczeństwa w Górach Marii na północy kraju, dokładniej w strefie rolniczej powiatu Carmen de Bolivar (565 km. na północ od Bogoty), w której zabito sławnego dowódcę FARC, Martina Caballero (prawdziwe nazwisko: Gustavo Ruedas Diaz), a wraz z nim razem 19 partyzantów, przy czym czterech innych, rannych, wzięto do niewoli. Caballero działał w FARC już od 23 lat i za jego głowę była wyznaczona nagroda około 850 tysięcy dolarów USA, czyli 1700 kolumbijskich pesos. Minister zapewnił, że wojsko w akcji nie poniosło żadnych strat.
W tym roku FARC straciło przynajmniej dwóch innych swoich ważnych przywódców, jak chociażby, o czym również tutaj pisałem we wrześniu, Tomasa Medinę Caracas, przezwisko Negro Acacio, głównego zaopatrzeniowca w broń partyzantów z FARC.
Przypomnijmy również, ze władze Kolumbii podały takze wiadomość o aresztowaniu grupy 12 partyzantów z FARC, którzy przygotowywali zamachy w Bogocie, aby przeszkodzić w przeprowadzeniu niedzielnych wyborów regionalnych.
Wojsko kolumbijskie zadało kolejny duży cios lewicowym partyzantom z Rewolucyjnych Sił Zbrojnych Kolumbii, FARC, tym razem atakując jedną z ich baz i zabijając przynajmniej 17 partyzantów, w tym sławnego dowódcę Martina Caballero (właściwe jego nazwisko było Gustavo Rueda Diaz). Zaatakowana baza FARC znajdowała się w trudno dostępnej strefie na północy kraju, w tzw. Górach Marii. Wojsko nie podało danych na temat własnych strat.
Caballero jest znany z tego, że w jego rękach znajdował się w niewoli aktualny minister spraw zagranicznych Kolumbii, Fernando Araujo. Jest on 51 letnim inżynierem z zawodu, którego komando FARC porwało 5 grudnia 2000 r. w Kartagenie, kiedy się gimnastykował na plaży. Uciekł partyzantom w styczniu bieżącego roku, a od 19 lutego jest ministrem spraw zagranicznych.
Araujo powiedział dziennikarzom, że skuteczne ostatnio działania sił zbrojnych kraju przeciw partyzantom są owocem polityki Demokratycznego Bezpieczeństwa, jaką od swojego pierwszego wyboru, jeszcze w sierpniu 2002 roku, przyjął prezydent Kolumbii, Alvaro Uribe.
Dzisiaj (czwartek) została złapana w Bogocie, stolicy Kolumbii, grupa partyzantów z Rewolucyjnych Sił Zbrojnych Kolumbii (FARC) przygotowujących serię zamachów na prezydenta Alvaro Uribe, ministra obrony Juana Manuela Santosa oraz na ośrodki handlowe i budynek prywatnej stacji telewizyjnej RCN. Do zamachów miało dojść przed i podczas niedzielnych wyborów regionalnych.
Lakoniczną wiadomość o schwytaniu grupy podał dowódca 13 Brygady kolumbijskiego wojska, generał Luis Perez.
Różne sektory wenezuelańskiej opozycji wezwały wczoraj ludność kraju, aby ta przystąpiła do organizowanej na 3 listopada mobilizacji, nie dopuszczajac do „zamordowania aktualnej Konstytucji”. Głównymi inicjatorami tej moblizacji są następujące partie polityczne i grupy społeczne: Acción Democrática (AD), Alianza Bravo Pueblo (ABP), Bandera Roja (BR), Comando de la Resistencia (CR) i Alianza Popular (AP).
Data 3 listopada nie została wybrana przypadkowo, ponieważ chodzi o dzień, w którym przywódcy siedmiu krajów podpiszą w Caracas dokument założycielski Banco del Sur (Banku Południa). W inicjatywie jednak nie uczestniczą dwa najważniejsze partie opozycyjne (co zdobyły najwięcej głosów w wyborach prezydenckich w gruniu 2006 roku): Nowy Czas (Un Nuevo Tiempo – UNT) i Najpierw Sprawiedliwość (Primero Justicia – PJ), ani również społeczno - chrześcijańska Copel.
Inicjatywa ma na celu niedopuszczenie do wejścia w życie zaproponowanej przez prezydenta Hugo Chaveza reformy konstytucyjnej, która na początku grudnia ma zostać poddana referendum. 3 listopada opozycja chce również ogłosić strategię swojego działania.
Propozycja reform konstytucyjnych jest jeszcze dyskutowana w całkowicie podporządkowanym Chavezowi parlamencie, przy czym te dyskusje w Zgromadzeniu Ustawodawczym mają dobiec końca w najbliższych dniach października. Chodzi o takie polityczne, społeczne, gospodarcze i terytorialne zmiany w Konstytucji, aby miały one zapewnić Wenezueli system socjalistyczny (według Chaveza i jego zwolenników).
Rzymskokatolicki episkopat Wenezueli już odrzucił proponowane zmiany konstytucyjne, ponieważ biskupi uważają, że mają one na celu ograniczenie wolności obywateli kraju.
Przynajmniej 18 pracowników zginęło zaraz po opuszczeniu łodziami plataformy wiertniczej w Zatoce Meksykańskiej, oświadczyła meksykańska firma państwowa Petroleos Mexicanos (Pemex). Ratownikom udało się uratować 61 pracowników na wzburzonych wodach, które były przyczyną wypadku oraz niekontrolowanego do teraz wydobywania się ropy naftowej i gazu.
81 pracowników i 5 ratowników opuściło we wtorek plataformę wiertniczą Usumacinta po tym, jak ta uderzyła w małą plataformę wydobywczą zwaną Kab 1001, na wodach Zatoki na przeciw meksykańskiego stanu Tabasco. Wypadek został spowodowany nagłą zmianą pogody, oziębieniem, powodującym wywołanie aż 8 metrowych fal i porywów wiatru dochodzącego do szybkości 130 km. na godzinę.
Pomiędzy osobami co zginęły znajduje się jedna kobieta. Cztery ofiary to pracownicy Pemex, siedmiu to pracownicy innej, zakontraktowanej firmy, jedną z ofiar był ratownik, a sześć innych zmarłych to pracownicy innych firm. Poszukuje się jeszcze 7 osób zaginionych.
W poszukiwaniach uczestniczy również meksykańska marynarka wojenna: 8 helikopterów i 4 łodzie ratownicze. Jedna z uratowanych oświadczyła w kanale telewizyjnym Televisa, że wszyscy musieli opuścić plataformę w łodziach pomimo wielkich fal, ponieważ poziom wydobywającego się gazu był już zbyt wysoki i nie dało się dalej tam oddychać, natomiast butle tlenowe były już próżne.
Do wypadku doszło w odległości 32 km. od wybrzeża stanu Tabasco, dokładniej od portu Dos Bocas.
Nie tak dawno podałem wiadomość o rozpoczęciu strajku głodowego przez około 50 osobową grupę boliwijskich prostytutek z El Alto. Tymczasem w środę kobiety te zszyły sobie usta igłą i nicmi, a zarazem zagroziły, że dadzą się żywe pogrzebać w trumnach, jeśli rząd Moralesa „nie uszanuje ich praw” i nie ukarze winnych spalenia domów prostytucji. Oskarżyły również policję, że ta nic nie uczyniła, aby przeszkodzić paleniu barów i domów prostytucji, a tymczasem je traktuje jako przestępczynie. Domagają się od nich sprawiedliwości i szacunku oraz poszanowania ich godności.
Poza tym, prostytutki własną krwią wypisały transparenty z napisamy: „Chcemy pracować”, „Niech żyje strajk głodowy!”, „Mamy prawo do oświaty dla naszych dzieci”. Dziennikarze widzieli w miejscu protestu 5 dzieci w wieku od kilku miesięcy do siedmiu lat.
Tymczasem, jak donosi lokalna prasa, właściciele zamkniętych nielegalnych barów i domów prostytucji również rozpoczęli strajk głodowy, domagając się odwołania przez rząd dekretu, zabraniającego ich działania. Z drugiej strony grupa młodzieży ze szkół średnich w El Alto pości w intencji ostatecznego zamknięcia barów i domów prostytucji oraz w intencji polepszenia warunków funkcjonowania ich szkół.
Ważne stanowiska archeologiczne dotyczące przedkolumbijskich Indian w Portoryko mogą znaleźć się pod wodą w związku z budową zapory wodnej na Rzece Portugues, mającej kontrolować powodzie zagrażające miastu Ponce i innym 15 tysiącom rodzin. Chodzi o odkrycia archeologiczne z okresu pomiędzy latami 600 a 1500 po Chrystusie.
Już odkryto tam pozostałości wyrobów z ceramiki, jedzenia, bohios (proste miejsca zamieszkania), kości, petroglify, rzędy kamieni tak wyłożonych, aby utworzyć plac wioskowy, itd. Te i inne odkrycia już sprawiły, że chodzi o jedno z największych i najważniejszych stanowisk archeologicznych odkrytych w całym regionie Karaibów.
Inżynierowie wojskowi USA, którzy zajmują się rozwojem i nadzorem projektu wybudowania zapory wodnej, już potwierdzili, że pomimo protestów historyków i archeologów pierwotny projekt będzie realizowany. Jak powiedział ich przedstawiciel, budowa zapory potrwa z pięć lat, więc archeologowie będą dosyć czasu, aby przeprowadzić odpowiednie badania i wykopaliska.
Tymczasem portorykański archeolog i rektor Ośrodka Zaawansowanych Studiów Portoryko i Karaibów, Miguel Rodriguez, oświadczył, że sam już widział wiele stanowisk archeologicznych, ale nigdy dotąd nie widział stanowiska o takiej wielkości, a na dodatek z tak dokładnie zrobionymi petroglifami, jak właśnie te, które teraz mogą zostać zatopione. Sekretarz miejscowego rządu, Jorge Silva Puras, powiedział natomiast, że rząd Portoryko jest zainteresowany uratowaniem stanowiska archeologicznego, ale prac nad zaporą nie przerwie.
W pobliżu stanowiska archeologicznego znajduje się również cerymonialny park indiański Tibes (po angielsku: http://ponce.inter.edu/tibes/ingles/conozca.html), który wraz z innym, z Caguana (www.gotopuertorico.com/puerto-rico-caguana.php) w górach w środkowej części Portoryko, stanowią dotychczas najważniejsze stanowiska archeologiczne na wyspie.
Jeszcze:
www.icp.gobierno.pr/aye/barrioquemado.htm
http://travelandsports.com/espanol/crp664.htm
Chilijska marynarka wojenna otworzy ponownie antarktyczną bazę morską, zamkniętą przed pięcioma laty z powodu braku środków finansowych. Wiadomość podała w Puenta Arenas (3 tys. km. na południe od Santiago) zarządzająca rządem regionalnym Magallanes, pani Eugenia Mancilla. Oświadczyła zarazem, że decyzja jest reakcją na ujawnienie przez Wielką Brytanię, iż kraj ten pragnie domagać się od ONZ antarktycznych obszarów dna morskiego na terenach, do których prawa roszczą sobie Chile i Argentyna.
Chodzi o otwarcie morskiej Bazy Prat, która jest jedną z trzech chilijskich baz wojskowych istniejących w strefie antarktycznej. Dwiema pozostałymi to baza sił powietrznych – Baza Eduardo Frei Montalva oraz baza sił lądowych – Baza O´Higgins.
Chile już zapowiedziało, że również zwróci się do Komisji Zewnętrznych Granic Plataformy Kontynentalnej przy ONZ o przydzielenie temu krajowi znajdującego się w tamtym regionie Antarktydy dna morskiego. Sekretarz generalny ONZ, Ban Ki-Moon, który ma uczestniczyć w szczycie ibero-amerykańskim w Santiago w dniach od 8 do 10 listopada, oświadczył, że wykorzysta tę okazję, aby udać się również na Antarktydę.
Chilijski Instytut Antarktyczny zapowiedział już założenie w ponownie otwartej bazie badawczego laboratorium, które będzie utrzymywane oprzez regionalne władze z Magallanes. Dowódca III Strefy Marynarki Wojennej Chile, kontradmirał Edmundo Gonzalez, już powiadomił, że nowa baza będzie teraz wzmocniona i zacznie działać we współdziałaniu z pozostalymi bazami. Została ona otwarta jeszcze w 1947 roku, a znajduje się na Półwyspie Guesalaga na wyspie Greenwich, w Archipelagu Shetland del Sur (Szetlandy Południowe), w Zatoce Chilijskiej (Zatoka Discovery). Warto dodać, że na tym samym archipelagu znajduje się również i polska stacja antarktyczna im. Henryka Arctowskiego.
Były premier hiszpański, José Maria Aznar, zaalarnował na spotkaniu w Miami przed „zarażającym efektem” Nowego Socjalizmu w Ameryce Łacińskiej, który wychwala postać karaibskiego przywódcy. Chodzi o typ „rewolucyjnego populizmu”. Dla Aznara Ameryka Łacińska znajduje się przed decyzją, stojąc jakby na skrzyżowaniu dróg czy ma wybrać kierunek biegnący drogą liberalnych demokracji i gospodarek rynkowych, czy też „powrócić do autorytaryzmu, populizmu i dyktatorialnych reżimów”.
Nawiązując do Chaveza Aznar oświadczył, że chodzi o „populizm i o rewolucjonistę”, ale pozbawionych „makijażu dawnego marksizmu”, opierających się na cenie baryłki ropy naftowej (ironicznie wręcz stwierdził, że czym innym jest bycie rewolucjonistą za 90 dolarów za baryłkę ropy, aniżeli bycie nim za 5 dolarów za baryłkę).
Nie wskazując bezpośrednio na Boliwię, Aznar nawiązał również do „wykluczającej radykalnej indiańskości”, którą można zauważyć w Ameryce Łacińskiej, a która stara się zmusić ludy regionu, aby „powróciły do społeczności z przeszłości”.
Według Aznara trzeba ukazać i ujawnić prawdę na temat „przywódców, którzy obdarzają się pełnią władzy i używają demokratycznych środków, aby opróżnić demokrację z jej rzeczywistej zawartości”. Dlatego Latynosi muszą wybrać sobie dobrych sprzymierzeńców, a zarazem zrozumieć, że demagogiczni przywódcy to właśnie ci, co najbardziej krytykują traktaty wolnego handlu i globalizację.
Aznar uznał za ważne, aby kongres USA uchwalił Traktat o Wolnym Handlu z Kolumbią, bo jeśli tego nie uczyni, to skorzystają na tym jedynie chavizm i partyzanci z FARC.
Nawiązując do Kuby przypomniał, że w 2006 roku zaproponował Uni Europejskiej, aby ta ustaliła wspólną politykę wobec Kuby, skupiającą się na dwóch sprawach: 1) nie można niczego uczynić bez udziału dysydentów z wyspy; 2) Kuba powinna skierować się ku systemowi demokratycznemu. Nigdy natomiast nie zgodził się z przekazaniem władzy przez jednego brata (Fidela Castro) drugiemu (Raulowi Castro), co niczego nie zmieniło, ponieważ na Kubie dalej pozostał przy władzy ten sam, dotychczasowy reżim.
Jak poinformowała strona internetowa „Veneconomia”, która codziennie podaje aktualną wartość czarnorynkowego dolara, ten osiągnął we wtorek w Wenezueli rekordową wartość 6 tysięcy bolivarów. Oficjalna jego wartość rynkowa wynosi 2150 bolivarów. W bieżącym roku wartość czarnorynkowa dolara w Wenezueli wzrosła już aż o 76 procent.
Jako przyczyny tak wielkiego wzrostu wartości wymiany dolara na bolivary podaje się jego niedostatek na wenezuelańskim rynku, niepewność związaną z możliwością przyjęcia już wkrótce zmian w Konstytucji kraju oraz pojawiające się pogłoski o zniesieniu pozwolenia na dolary ze strony Komisji Zarządzania Dewizami, jedynej instytucji mogącej przekazać dolary w sposób legalny takim przedsiębiorstwom, jak np. importującym likory czy luksusowe samochody.
Jeśli reforma konstytucyjna zostanie uchwalona (referendum jest przewidziane na 2 grudnia), to rząd Chaveza przejmie całkowitą kontrolę nad Bankiem Centralnym, a pierwszeństwo w Wenezueli zacznie posiadać własność państwowa i kooperatywna, a nie już prywatna. Poza tym, czas władzy Chaveza zostanie przedłużony z 6 do 7 lat, przy czym będzie mógł zostać później wybierany w nieskończoność.
W celu zwalczania najwyższej w regionie inflacji rząd Chaveza chce odciąć trzy zera w 2008 roku, co niby nie ma w niczym nadwerężyć wymiany wobec innych walut. Od 2003 r. rząd narzucił rygorystyczną kontrolę nad wymianą walut, aby nie pozwolić na ucieczkę dewiz z Wenezueli.
Tysiące wenezuelańskich studentów pomaszerowało przed budynek parlamentu w Caracas, protestując przeciw propozycjom zmian w Konstytucji kraju proponowanym przez Hugo Chaveza. Gwardia Narodowa starała się ich rozproszyć przy użyciu gazu łzawiącego i strzałów w powietrze.
Przedstawiciel studentów, Marco Romero, oświadczył, że zatrzymano dziesiątki autobusów ze studentami, którymi ci podróżowali z innych miast do stolicy kraju, aby uczestniczyć w proteście. Prywatna stacja telewizyjna Globovision stwierdziła z kolei, że stojący na czele Gwardii Narodowej generał Rodriguez oświadczył, iż autobusy zostały zatrzymane z powodu doniesień, że studenci wieźli ze sobą bomby domowej roboty.
Przedstawiciel tzw. Parlamentu Studenckiego, Jose Caricote, zwrócił się z prośbą do Gwardii Narodowej, aby ta zajęła się przestępcami, szanując prawo do protestowania i przestając zatrzymywać jadących do Caracas studentów, którzy jedynie chcą uczestniczyć w pokojowym marszu sprzeciwu przeciw reformom konstytucyjnym.
Tymczasem przed parlamentem manifestowała również inna grupa studentów, popierających reformy Chaveza.
Przeciwko zmianom w Konstytucji zaprotestował w tych dniach również wenezuelański Episkopat Kościoła rzymskokatolickiego.
Chavez zapowiedział już, że celem reformy jest wprowadzenie w kraju socjalizmu. Dotyczy ona 33 z 350 artykułów Konstytucji Bolvariańskiej z 1999 r. Oczekuje się, że jeszcze w październiku parlament zakończy debatę i zredagowanie propozycji zmian konstytucyjnych proponowanych przez Chaveza, tak że Narodowa Rada Wyborcza będzie już mogła zwołać referendum na dzień 2 grudnia bieżącego roku, które ostatecznie usankcjonowałoby zmiany.
Przedstawicielka ONZ do spraw Rolnictwa i Wyżywienia (FAO) w Nikaragui, pani Laura de Clementi, ostrzegła, że w kraju tym w 2008 roku wiele osób może cierpieć głód z powodu tegorocznych strat w zbiorach podstawowych roślin uprawnych, na których opiera się dieta żywnościowa miejscowej ludności. Aby temu zaradzić rząd Nikaragui i wspólnota międzynarodowa powinny dostarczyć nikaraguańskim rolnikom nasion za 3 miliony dolarów, aby ci mogli je zasiać i zebrać odpowiednie plony, oświadczyła pani Clementi.
Nikaragua straciła w tym roku z powodu huraganu Felixa i silnych opadów deszczu zasiewy na 106 383 hektarach ziemi, zwłaszcza uprawy ryżu, kukurydzy i fasoli. Prezydent kraju, Daniel Ortega, ogłosił w piątek stan klęski żywiołowej w całym kraju. Według Obrony Cywilnej Nikaragui w krytycznym okresie ostanich 48 dni deszczów (w tym z powodu huraganu Felix) zginęlo 127 osób, 133 zaginęło i 216 tysięcy znalazło się bez dachu nad głową.
Sławna piosenkarka pochodzenia kubańskiego, Gloria Stefan (www.90millas.com), oświadczyła w Panamie dziennikarzowi argetyńskiej gazety „Clarin”, gdzie aktualnie mieszka, że nie życzy śmierci Fidelowi, ale chciałaby już skończyć swoje 45 letnie życie na obczyźnie.
„Wraz z rewolucją skończyła się wolność artystów” na Kubie, dodała pani Stefan. Przypomina, że kiedy przed laty uciekała wraz ze swoją rodziną z wyspy, to wszyscy myśleli, że po kilku miesiącach powrócą, a tymczasem mija już 45 lat. Jej ojciec był urzędnikiem pracującym dla Fulgencio Batista, którego Fidel odsunął od władzy, i to pod jego wpływem sam stała się antykoministką i antycastrystką.
Gloria Stefan oświadczyła jeszcze, że nigdy nie nagrałaby płyty kimś, kto popiera Fidela Castro, ponieważ „muzyka jest zawsze ucieczką polityki”. Według niej jedynym sukcesem reżimu Castro była masowa alfabetyzacja ludu kubańskiego, ale zaraz dodała, że było to specjalne działanie w celu lepszej doktrynacji przez komunistów Kubańczyków.
Dla Stefan na wyspie Fidela wszyscy są ubodzy, z wyjątkiem osób należących do Komunistycznej Partii Kuby. Biedni żyją na całym świecie, ale ona woli ubóstwo w wolności, aniżeli w totalitarnym systemie, jaki panuje na Kubie. Dlatego, chociaż nie życzy śmierci Fidelowi Castro, to jednak dalej czeka. że dojdzie do zmiany władzy na wyspie i wreszcie będzie mogła zaśpiewać w swojej ojczyźnie.
Jak wskazują dane Stanowego Sekretariatu Bezpieczeństwa Publicznego z Rio de Janeiro tamtejsza policja zatrzymuje obecnie mniej osób, ale za to zabija ich więcej, aniżeli w ubiegłym roku.
We wrześniu ubiegłego roku tamtejsza policja zabiła w starciach o 21 procent więcej osób, aniżeli we wrześniu 2006 r. (we wrześniu ubiegłego roku zabiła 75, a tego roku 91 osób), natomiast zatrzymała ich o 22 procent mniej. Ogólnie, do września policja z Rio de Janeiro zabiła już 961 podejrzanych o bycie przestępcami, czyli o 154 osób więcej, aniżeli w tym samym czasie w 2006 roku; natomiast zatrzymała 10.215 osób, gdy tymczasem w tym samym czasie w ubiegłym roku było już 13.109 aresztowań. Dodać jeszcze trzeba, że chodzi o dane jedynie z komisariatów, gdzie założono już system komputerowy, czyli z 67 procent wszystkich komisariatów w mieście.
Warto jeszcze dodać, że od stycznia do września 2006 roku zginęło na służbie w Rio de Janeiro 24 policjantów, gdy tymczasem w tym samym czasie bieżącego roku zginęło ich 22. Również widać, że zmalała aktywność policji, ponieważ doszło do zmniejszenia przechwycenia narkotyków o 16,4 procent, nielegalnej broni o 24,1 procent i aresztowania nieletnich przestępców o 6,4 procent.
Zmniejszyła się jednak, według danych z tych 67 procent komisariatów, liczba popełnionych morderstw, ponieważ do września w 2006 roku zamordowano w Rio de Janeiro 4.680 osób, gdy tymczasem w tym roku w podobnym okresie zarejestrowano tam 4.060 morderstw. Zmniejszyła się również znacznie liczba napaści na osoby wewnątrz swoich domów i mieszkań, kradzieży samochodów, wymuszeń, itd.
Jak powiedział przebywający w Hawanie, Kuba, minister spraw zagranicznych Kolumbii, Fernando Araujo, rozmowy pokojowe pomiędzy jego rządem i drugą co do wielkości siłą partyzancką w kraju, marksistowską ELN (największą grupą są FARC), tymczasowo zostały zawieszone.
W poniedziałek Araujo spotkał się na Kubie z przedstawicielami władz Kubańskiej Partii Komunistycznej oraz ministrem spraw zagranicznych tego kraju, Felipe Perezem Roque. Kolumbijski minister oskarżył partyzantów z ELN, że to oni są winni zawieszenia rozmów pokojowych, ponieważ nie chcą przerwać wrogich, antyrządowych działań, a zarazem pochwalił komunistyczny rząd kubański za dotychczasową mediację w tych rozmowach i zrozumienie wewnętrznej sytuacji Kolumbii.
Tymczasem partyzanci z ELN (liczą około 4 tysięcy uzbrojonych ludzi) zarzucają rządowi Alvaro Uribe, że ten chce narzucić im swoje zrozumienie przerwania ognia i przestania wrogich działań. Rozmowy pokojowe pomiędzy ELN i rządem kolumbijskim zaczęły się na Kubie w grudniu 2005 roku.
Około 50 prostytutek zaczęło w poniedziałek w boliwijskim mieście El Alto, w pobliżu La Paz, strajk głodowy w proteście przeciw zamknięciu barów i domów prostytucji. Skarżą się one, że pozostały czasowo bez pracy, a zarazem obawiają się agresji fizycznej ze strony mieszkańców miasta, którzy zniszczyli lub spalili 32 nielegalnych barów i 14 burdeli.
Owych około 50 prostytutek zajęło biuro instytucji publicznej zajmującej się zapobieganiu HIV/AIDS. Oświadczyły, że strajk będzie trwał tak długo, aż miejscowe władze nie zareagują na ich skargi. Ich przywódczyni, która poprosiła o anonimowość, powiedziała, że jeśli ludność jest przeciwna prostytucji, to niechaj rząd Boliwii zaopiekuje się ich dziećmi, a im samym zaproponuje jakieś kursy nauki innych zawodów. Poza tym zagroziła, że w razie nie spełnienia ich żądań nie ograniczą się jedynie do zajęcia biura i strajku głodowego, ale również wyjdą w proteście nagie na ulicę.
Według danych oficjalnych w 800 tysięcznym mieście El Alto w tzw. „strefach różowych i czerwonych” „pracuje” od 400 do 500 prostytutek, zarabiając średnio każdej nocy około 40 dolarów.
Protestująca ludność tymczasem skarżyła się, że w miejscach sprzedawania alkoholi i praktykowania prostytucji tolerúje się obecność nieletnich, znajdują się one zbyt blisko szkół i kościołów, a zarazem przyczyniają się do wzrostu przestępczości.
W chwili obecnej w Ameryce Łacińskiej na AIDS choruje milion siedemset tysięcy osób. W 2006 r. zaraziło się wirusem HIV od 100 tysięcy do 410 tysięcy Latynosów, gdy w 2004 roku zarażeń w tym regionie świata było od 100 tysięcy do 320 tysięcy. Dane te Reutersowi podał Alberto Stella, odpowiedzialny z ramienia ONZ za program dotyczący AIDS w Nikaragui, Hondurasie i Kostaryce.
Według niego główną przyczyną wzrostu liczby osób zarażonych jest jeszcze niedostateczne użycie prezerwatyw podczas stosunków seksualnych, za co wini również bardzo wpływowy w krajach Ameryki Łacińskiej Kościół rzymskokatolicki, który jest przeciwny użyciu kondonów. Poza tym, przyczynę panoszenia się AIDS wśród Latynosów widzi on jeszcze w niedostatecznej edukacji seksualnej młodzieży i w oporach ludności, aby własnowolnie dać sobie zrobić testy na sprawdzenie, czy się jest lub nie zarażonym wirusem HIV.
Dla Stelli wśród ludności Ameryki Łacińskiej seksualność, choroby weneryczne i HIV/AIDS są wciąż tematami tabu, a osoby nimi zarażone są często jeszcze dyskryminowane.
Potężne pożary w południowej części amerykańskiego stanu Kalifornia spowodowały chmury duszących popiołów, opadających na miasta i tereny po meksykańskiej stronie granicy, powodując zamknięcie szkół i wielu innych instytucji publicznych i prywatnych.
Miasto Tijuana, znajdujące się 32 km. od amerykańskieho hrabstwa San Diego, gdzie trwa siedem wielkich pożarów, dosłownie się zamknęło, ponieważ mało który z jego mieszkańców ma odwagę wyjść na ulicę ze swojego domu. Również brzydka sytuacja istnieje w mieście portowym nad Pacyfikiem, w Rosarito, a w mieście granicznym Tocate zamknięto nawet ruch pomiędzy obydwoma krajami. Co prawda w jednym z najbardziej ruchliwych przejść granicznych na świecie, w Tijuana i San Diego, można było bez problemu przejeżdżać z jednego kraju do drugiego, ale kierowcy i pasażerowie godzinami musieli znajdować się w szczelnie zamkniętych samochodach, nie pozwalając popiołom wlatywać do środka, a wszystko to w silnie grzejącym słońcu.
Południe Kaliforni przechodzi w tym roku przez największą suszę od czasów, kiedy w ogóle zaczęto prowadzić rejestry na temat tego regionu. Spadła jedynie jedna piąta zwyczajowych, średnich opadów deszczu, a pożary zmusiłu już ponad 25 tysięcy osób do opuszczenia miejsc ich zamieszkania, niszcząc już setki budynków.
26 pazdziernika odbedzie sie w miescie Santa Cruz, Boliwia, konkurs na Miss Iberoameryki (kraje Ameryki Lacinskiej i 2 kraje z Pólwyspu Iberyjskiego: Hiszpania i Portugalia). Oto zdjecia niektórych kandydatek:
http://fotos.noticias.bol.uol.com.br/entretenimento/rainha_iberoamericana_album.jhtm?abrefoto=5
Według Argentyńczyków najważniejszymy dzisiaj problemami, jakimi żyje ich kraj, są brak bezpieczeństwa i inflacja. Obydwa te tematy są dosyć dyskutowane w toczącej się wciąż, a kończącej się wyborami prezydenckimi 28 października kampani wyborczej.
Badania przeprowadziła na zlecenie gazety „La Nacion” agencja „Poliarquia Consultores”. Pytania zadano 1.288 osobom z różnych części Argentyny. 39,3 procent z nich odpowiedziało, że największym problemem, którym żyje się dzisiaj w kraju jest brak bezpieczeństwa, 14,9 procent wskazało na inflację, a 11,9 procent na bezrobocie.
W toczącej się kampani wyborczej wskazano zwłaszcza na wzrost przestepczosci w prowincji Buenos Aires i kandydaci opozycji oskarżają rząd, że ten manipuluje prawdą na temat inflacji w kraju, zaniżając dane. Według bowiem Narodowego Instytutu Statystyk i Spisu Ludności w pierwszych dziewięciu miesiącach inflacja w Argentynie wyniosła 5,8 procent, gdy tymczasem jednak różne inne, niezależne ośrodki badań podnoszą ten wskaźnik do ponad 10 procent.
Nie tak dawno jeden z kanałów telewizyjnych Kostaryki podał wiadomość, że w ambasadzie irańskiej w Managui, Nikaragua, przebywają trzej strażnicy Gwardii Republikańskiej o nazwiskach Ali Mohebbi, Hosein Nemati Barugh i Ali Moderasi. Tymczasem jednak ambasador irański w Managui, Akbar Esmaeil Pour, zaprzeczył dzisiaj tej wiadomości, oakarżając, że sprawcami plotki są ci, co pragną prowadzić wojnę psychologiczną przeciw ludom i rządom tego regionu świata.
Pour oświadczył jeszcze, że jedynymi strażnikami irańskiej placówki dyplomatycznej w Managui są dwaj policjanci nikaraguańscy, a poza nim i jego 19 letnią córką przebywa tam jeszcze jedynie jego asystent. Reszta personelu, jak kierowcy i sprzątaczki, to wszystko Nikaraguańczycy. Jeśli natomiast chodzi o obecność wojskową, to takiej w Nikaragui Iran nie posiada, natomiast taką obecność wojskową w Zatoce Perskiej i na Środkowym Wschodzie posiadają właśnie USA.
Iran nawiązał stosunki dyplomatyczne z Nikaraguą po 10 stycznia, kiedy władzę w tym kraju objął prezydent Daniel Ortega. Kraj ten jednak już dwukrotnie odwiedził prezydent Iranu, Mahmud Ahmadinejad, który podpisał tam z Ortegą różnego typu układy.
Nie tak dawno meksykańska policja zaaresztwała mężczyznę, któremu zarzuca się zabicie i zjedzenie części ciał trzech kobiet, z którymi chodził. W prasie meksykańskiej nazywa się go teraz „Kanibalem poetą”, ponieważ jego zachowanie wobec kobiet było zawsze pełne romantyzmu, z deklamowaniem im pięknych poematów i z wręczaniem kwiatów włącznie.
W chwili obecnej kanibal, Jose Luis Calva, znajduje się w szpitalu, gdzie trafił z powodu obrażeń, jakich doznał podczas ucieczki przed policją. W ostatni piątek pojawiła się w szpitalu jego była dziewczyna, o imieniu Veronica, która starała się przekonać policjantów, aby móc się z nim spotkać, wychwalając go właśnie za jego romantyzm i cudowne, spędzonem z nim dwa tygodnie w sierpniu.
Relacja Veroniki, w jaki sposób Calva podbił jej serce, jest podobna do relacji rodzin jego ofiar. Pokazała ona zdjęcie z Calvą, a nawet pracuje w aptece, jak w przypadku kobiety, której części policja znalazła jeszcze w jego lodówce.
„On się do mnie zbliżył i powiedział mi, że podobam mu się. Przedstawił się jak pisarz i zapytał, czy nie chciałabym zostać jego dziewczyną. Na początku mu nie odpowiedziałam, ale po kilku minutach ponownie mnie o to zapytał i ja mu odpowiedziałam, że chcę”, oświadczyła dziennikarzom 40 letnia pani Veronica. „Czytał mi wiele ze swoich wierszy i mi podarował dwie książki: ‘Chodząc idę’ i drugi z wierszami jego autorstwa. Bardzo się tym wzruszyłam, ponieważ powiedział mi, że jest pisarzem. Innym razem zaprosił mnie na posiłek i dał mi białą różę”, dodała...
Prezydent Boliwii, Evo Morales, stara się dojść do ugody z rządem Santa Cruz w sprawie zarządu lotniskiem, co jest przyczyną aktualnego, groźnego tam konfliktu. Rzecznik prezydenta w randze ministra, Juan Ramon Quintana, oświadczył, że ta ugoda jest potrzebna, ale zarazem ponowił oskarżenie rządu Moralesa przeciw burmistrzowi Santa Cruz i organizacjom cywilnym zarządzającym miejscowym lotniskiem za praktykowanie na nim korupcji. Oskarżył on również gubernatora Santa Cruz, Rubena Costas, że wykorzystuje całe to zamieszanie, aby uczynić z niego sprawę polityczną, stawiając mieszkańców miasta przeciw rządowi centralnemu z La Paz w celu domagania się większej autonomii dla prowincji.
Region Santa Cruz jest najbogatszym i największym z całej Boliwii. Prezydent Morales postanowił, że w regionie tym, zwłaszcza w sprawach gospodarczych, większą obecność powinno mieć państwo, by zmniejszyć tym samym władzę przedsiębiorstw prywatnych, czym zdobył sobie jeszcze większą wrogość miejscowych władz i elit. Poza tym, gubernator Ruben Costas należy do wielkich krytyków zbliżenia Evo Moralesa z prezydentem Wenezueli, Hugo Chavezem.
Wczoraj o świcie nieznani sprawcy zamordowali trzech policjantów strzegących budynek rządowy w pobliżu La Plata, w prowincji Buenos Aires. Prezydent Argentyny, Nestor Kirchner, oświadczył, że zamach na życie policjantów ma związek z jego polityką wprowadzanie w życie ochrony praw człowieka, sądzenia zbrodniarzy reżimu wojskowego z lat 1976-1983 i z wyborami prezydenckimi, do których dojdzie już za tydzień, 28 października. Dla niego wydarzenie to nie było wcale przypadkowym.
To właśnie pod wpływem Kirchnera w 2003 roku argentyński parlament uchylił amnestię na przestępców z czasów dyktatury wojskowej, która pozostawiła po sobie ponad 30 tysięcy zabitych i zaginionych Argentyńczyków. Dotąd wydano już wyroki na trzy osoby, a czwarta jest sądzona. O przestępstwa z tamtych czasów jest oskarżonych około tysiąca osób.
Trzej zamordowani policjanci to sierżant Pedro Diaz i dwóch młodych oficerów, Ricardo Barbosa i Alejandro Vatalaro. Dwaj z nich zostali wpierw ugodzeni nożami, a potem dobici strzałami z pistoletu w głowę. Trzeciego zastrzelono strzałami w plecy, kiedy starał się ujść napastnikom.
Na południu Meksyku, w pobliżu miejscowości San Francisco del Mar, 320 km. od granicy z Gwatemalą, znaleziono na brzegu, wyrzucone przez fale Pacyfiku, 24 ciała, prawdopodobnie osób przewożonych łodzią przez przemytników do USA.
Jeszcze nie zidentyfikowano zmarłych, ale z pewnością są to nielegalni emigranci, których kontrabandyści przewozili drogą morską, co jedynie potwierdza podejrzenia, że ci wybierają teraz do przemycania ludzi drogę morską, aby uniknąć kontroli drogowych na lądzie. W ostatnim bowiem roku władze Meksyku nasiliły kontrole i meksykańskie służby emigracyjne przechwyciły wielu nielegalnych emigrantów w drodze do granicy z USA, odsyłając ich spowrotem do krajów ich pochodzenia.
Sekretarz Ochrony Obywatelskiej w stanie Oaxaca, Sergio Segreste, powiedział, że przyczyną zatonięcia łodzi była raczej zła pogoda, a wśród znalezionych zwłok nie było żadnego ciała kobiety lub dziecka, ale nie wie, co jednak nie znaczy, że nie było ich na zatoniętej łodzi.
Już przynajmniej 34 osoby zginęły w wyniku ostatnich deszczów w krajach Ameryki Środkowej, a tysiące innych zostało w większym lub mniejszym stopniu nimi dotkniętych. Kraje te poniosły wielkie straty materialne.
W Kostaryce zginęło 18 osób. Najbardziej ucierpiały prowincje na wybrzeżu Pacyfiku, Guanacaste i Puntarenas, gdzie w prowizorycznych schroniskach jeszcze przebywa około 1500 osób.
W Nikaragui z powodu ostatnich deszczów zginęło 8 osób, w tym czterech z nich w ostatnią środę w Matagalpa (cztery inne osoby są poszukiwane). Szkody są wielkie, a 8 381 osób przewieziono do 48 czasowych schronisk.
W Hondurasie pod koniec tygodnia zginęło 5 osób, a w środę władze podniosły alarm przeciwdeszczowy. Ewakuowano 8 249 osób, a w schroniskach schroniło się 4 169 uciekinierów.
W Panamie władze na razie doliczyły się dwóch ofiar śmiertelnych, porwanych przez wody rzek. 4 letnia dziewczynka zginęła w prowincji Chiriqui, a pewien staruszek w prowincji Herrera. Liczne miejscowości są jednak odcięte od świata z powodu dróg zawalonych przez osunięcia się ziemi.
W Salwadorze sytuacja już uległa znacznej poprawie i 828 osób mogło opuścić wreszcie schroniska. Wiadomo tam jedynie o śmierci jednego mężczyzny, porwanego przez przybrane wody strumienia w departamencie La Libertad.
W Gwatemali władze mówią jedynie o dużych stratach materialnych, nie wspominając nic o jakichkolwiek ofiarach śmiertelnych. Do tymczasowych schronisk przewieziono tam około 1500 osób.
Wczoraj poinformowałem o początku konfliktu na najważniejszym lotnisku Boliwii, w Santa Cruz. Tymczasem sytuacja uległa jeszcze większemu napięciu.
Otóż bowiem gubernator ten najbogatszej prowincji kraju, Ruben Costas, wezwał miejscową ludność, aby ta w piątek wyszła na ulice miasta, odbierając z rąk boliwijskiego wojska lotnisko. Wezwanie to uczynił po zerwaniu negocjacji.
Tak więc konflikt o pobieranie taryf za użycie lotniska przemienił się z konfliktu z jego pracownikami w konflikt pomiędzy rządem centralnym Moralesa i rządem prowincjalnym z Santa Cruz, który domaga się większej autonomi od La Paz. Costas kazał tysiącom mieszkańcom Santa Cruz maszerować na lotnisko, mówiąc, że rozkazy tam to on wydaje, a nie prezydent Morales. Wczoraj wojsko i policja, aby rozpędzić się gromadzący tłum, użyło gazów łzawiących.
Napięcie rośnie głównie z tego powodu, poniewaz lewicowy rząd Evo Moralesa od początku nie ukrywał, iż pragnie nacjonalizować przemysł i rozdawać ziemię większej części biedniejszej ludności Boliwii. Jako że władze lokalne pobierały dodatkową opłatę za użytkowanie lotniska Viru Viru w Santa Cruz, Morales wystąpił przeciw tej taryfie, nakazując jej zniesienie. Pracownicy lotniska odpowiedzieli wstrzymując ruch samolotów, na co z kolei Morales odpowiedział, wysyłając w czwartek około 220 żołnierzy i policjantów, aby przejęli lotnisko, chociaż minister robót publicznych, Jose Kinn, mówi tylko o około stu żołnierzy.
Tymczasem na lotnisku w Santa Cruz wylądował samolot z Wenezueli, więc miejscowe wladze zaczęły obawiać się, że Hugo Chavez przysłał do pomocy Moralesowi swoich wojskowych. Minister Kinn jednak oświadczył, że samolot przyleciał jedynie po boliwijskich studentów, którzy będą kształceni w Wenezueli. Jednakże gubernator Santa Cruz natychmiast wykorzystał okazję, aby zaatakować ostatnie wypowiedzi prezydenta Wenezueli, Chaveza, a zarazem zapowiedzieć, że ten nie może przestraszyć Boliwijczyków, a sam Chavez ma zakazane zjawić się w Santa Cruz.
Jak podają środki masowego przekazu, jakieś nieznane osoby ostrzelały w stanie Merida, Wenezuela, pomnik wystawiony w 40 rocznicę śmierci argentyńskiego partyzanta Ernesto Che Guevary.
Pomnik, który został odsłoniony 12 października, jest zrobiony z hartowanego szkła. W czwartek pojawił się podziurawiony kulami.
Przedstawiciele rządu Wenezueli już potępili akcję zamachowców i zapewnili, że zostanie przeprowadzone surowe dochodzenie, aby czym prędzej znaleźć sprawców. Przy pomniku przedstawiciele służb bezpieczeństwa znaleźli ulotki podpisane przez samozwańczą grupę „Patriotyczne Komando Paramo”.
Kolumbijscy partyzanci z Rewolucyjnych Sił Zbrojnych Kolumbii (FARC) ogłosili w czwartek otwarty list skierowany do prezydenta Ekwadoru, Rafaela Correi, w którym podkreślili triumf jego partii w wyborach do parlamentu. List podpisał rzecznik FARC, Raul Reyes, wstawiając go na internetową stronę partyzantów (www.farcep.org/?node=2,3524,1).
30 września partia prezydenta Correi, Krajowy Alians, zdobyła 72 miejsc w 130 osobowym Zgromadzeniu Ustawodawczym Ekwadoru. Nowy parlament, posłuszny Correi, ma teraz uchwalić nową Konstytucję kraju, podstawę, jak to mówi prezydent, „socjalizmu XXI wieku”.
Rząd Kolumbii już wielokrotnie skarżył się, że partyzanci z FARC chronią się przed pościgiem wojsk rządowych na słabo chronionych, przygranicznych terenach Ekwadoru. Granica pomiędzy Kolumbią i Ekwadorem liczy 586 km., w większości ciągnąc się przez bardzo trudno dostępne tereny.
W swoim liście rzecznik FARC, Reyes, napisał również, że FARC pragnie doprowadzić do humanitarnej wymiany jeńców, gratulując przy tym inicjatywie pomocy w tej wymianie ze strony prezydenta Wenezueli, Hugo Chaveza, oraz ze strony innych międzynarodowych organizacji. W swoim działaniu Chavez liczy na pomoc kolumbijskiej parlamentarzystki, Piedad Córdoba, która za przyzwoleniem prezydenta Alvaro Uribe weszła w bezpośredni kontakt z FARC. Chodzi o wymianę 500 więzionych partyzantów na 45 więźniów w rękach FARC (w tym 3 obywateli USA i jedną kobietę, co ma podwójne, kolumbijsko-francuzkie obywatelstwo).
Burmistrz ludnego, posiadającego około 800 tysięcy mieszkańców boliwijskiego miasta El Alto, Fanor Nava, ogłosił w czwartek o zamknięciu tam 2 tysięcy nielegalnych barów z alkoholem i burdeli po tym, jak wściekli mieszkańcy miasta podczas ulicznych protestów zniszczyli i spalili 46 z nich.
El Alto jest miastem sąsiadującym ze stolicą Boliwii, La Paz. Burmistrz powiedział, że rada miejska zdecydowała się na zamknięcie wspomnianych lokali, ponieważ ich sąsiedzi i uczniowie byli zdecydowani na zniszczenie wszystkich z nich. Te, które będą funkcjonować legalnie, będą miały wyznaczone godziny otwarcia i muszą znajdować się w odległości przynajmniej 500 metrów od szkół i liceów.
Protesty zaczęły się w poniedziałek wieczorem i skończyły w środę. Podczas niszczenia i palenia barów i miejsc działania domów z prostytucją policja zazwyczaj zachowywała się biernie. Protestujący zarzucili istnieniu tych lokali, jako głównej przyczynie wzrostu przestępczości w mieście. W przeszłości dochodziło już w El Alto do linczowania przypuszczalnych przestępców.
Tegoroczny protest ludności przypadł w tym samym czasie, co w 2003 roku, kiedy ludność wyszła na ulice El Alto, domagając się ustąpienia ówczesnego prezydenta Boliwii, Gonzalo Sancheza de Lozada. Zginęły wówczas 63 osoby, ale prezydent zrezygnował ze swojego urzędu. Tymczasem obecnie grupa uczni przeprowadza strajk głodowy, domagając się ustąpienia ze stanowiska burmistrza Navy, którego oskarżają o zbyt późną reakcję na protesty ludności.
niedziela, 21 marca 2010
Licznik odwiedzin: 172919
| « październik » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 |
| 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 |
| 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 |
| 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 |
| 29 | 30 | 31 | ||||

Mirek, Polak w Brazylii, zonaty z Brazylijka, osiadly w stanie Bahia.
Moje blogi:
http://bahia.bloog.pl
http://latynowska.bloog.pl
http://latynosi.bloog.pl
http://cantocristiano.bloog.pl
http://latynoskie.bloog.pl
http://latynowska2.bloog.pl
e-mail: zimne@wp.pl
Wiem już o istnieniu przynajmniej dwóch blogów w języku polskim, które zajmują się tematyką Ameryki Łacińskiej. Widzę jednak, że nawet dwieście takich miejsc w internecie nie ukazałoby całej rzeczywis...
więcej...Wiem już o istnieniu przynajmniej dwóch blogów w języku polskim, które zajmują się tematyką Ameryki Łacińskiej. Widzę jednak, że nawet dwieście takich miejsc w internecie nie ukazałoby całej rzeczywistości tego kontynentu, więc postanowiłem dołączyć się do wspomnianych i innych, nieznanych mi inicjatyw. Obiecuję informować w miarę moich skromnych możliwości o niektórych wydarzeniach z miejscowej polityki, kultury, sportu i w ogóle z życia publicznego tego kontynentu, na którym żyję już od ładnych kilkunastu lat.
schowaj...Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: